fbpx

Zmiany i przemiany, czyli gotowanie po chińsku.

W moim życiPięć przemian - bogactwo smakówu było już kilka ewolucji kuchennych. Rewolucji raczej nie przeprowadzałam, ponieważ po początkowym wow zazwyczaj pojawiało się jakieś ale, entuzjazm słabł i o… słomiany zapał chyba się to nazywa. Za to zmiany wprowadzane po cichutku, po malutku skutkowały długotrwałymi zmianami nawyków żywieniowych. W taki właśnie sposób do mojego życia zawitało 5 przemian. Z jednych warsztatów  u Ewy Dobek (www.ewadobek.pl) urodził się plakat na lodówce tłumaczący co i jak z tymi przemianami, świadomość rosła, z dnia na dzień, podobnie jak ilość dań gotowanych tym sposobem. Dziś coraz częściej modyfikuję przepisy tak, aby odpowiadały tej metodyce.

Tak coś czuję, że moda na pięć przemian się zbliża. Bo to co chińskie jest coraz mniej nam obce (i nie chodzi tylko o chińskie gadżety), coraz częściej polecani są wschodni medycy, zioła i terapie. Cieszy mnie, bo w istocie wschód posiada bezcenne dziedzictwo medyczne. I kulinarne też.

O czym mówi 5 przemian? Jest to sposób gotowania uwzględniający kolejność dodawanych składników – pięciu przemian – związanych z porami roku, naszym ciałem i de facto życiem. W przemianach mamy smak kwaśny związany z wątrobą, emocjami, wiosną i młodością. Smak gorzki odpowiadający ogniowi, sercu, latu i wczesnej dojrzałości. Słodki smak ziemi związany z późnym latem, trzustką, smakiem dojrzałego życia, stabilizacją, i zbiorami. Smak ostry – smak metalu, związany z jesienią,  przekwitaniem, płucami i jelitem grubym, i na końcu smak wody – odpowiadający zimie, nerkom, smakowi słonemu, i odchodzeniu naszego fizycznego ciała. Te pięć smaków dodawane kolejno do dań nadają mu pełni smaku, dopełniają cykle życia, pory roku, opiekują się kolejno wszystkimi narządami równoważąc ich pracę, zasilając w sposób subtelny i właśnie zrównoważony. Tak… niezbyt to w skrócie, ale naprawdę najkrócej jak potrafię.

Cała teoria jak dla mnie niesamowicie logicznie i prosto uzupełnia akademicką wiedzę o człowieku, jego komórkach i ich zdrowiu, o narządach i tym jak płynie między nimi energia. Pięć przemian to też źródło aspektu psychologicznego – słabość poszczególnych elementów przemian w naszym ciele świadczy nie tylko o słabości narządów, ale też o słabościach naszej psychiki i tym jak to wpływa na nasze życie. Najprostszy przykład to serce – jeśli mamy zbyt dużo ognia w ciele – silne emocje, stres – mogą u nas pojawić się zawały. Ten wewnętrzny ogień da się rozproszyć i ugasić odpowiednio skomponowanym, codziennym stylem żywienia. Pięć przemian daje mi głębszą wiedzę o ciele. Obserwując gdzie w organizmie zbiera się wilgoć, gorąco, które narządy są słabsze i jakie tworzą układy w ciele –mogę opracowywać lepsze sposoby żywienia. Dla siebie i innych.

Przyprawy w pięciu przemianach5 przemian to przede wszystkim jednak bogactwo składników i smaków. Dzięki gotowaniu tym sposobem na stałe do mojej kuchni zawitało wiele nowych przypraw, zbóż, a niektóre składniki dostały nowe życie. Przykładowo dżemy były dla mnie kiedyś czymś do kanapki, naleśników. Dziś chętnie sięgam po przetwory z agrestu czy porzeczek aby uzupełnić przemiany kwaśnym smakiem. Często też potrawy 5-przemianowe są potrawami jednogarnkowymi. Dla mnie jest to o tyle ważne, że ułatwia i skraca proces gotowania. Lubię poświęcać dużo czasu mojej kuchni i daniom, niestety nie zawsze mogę sobie na to pozwolić.

I wreszcie dzięki pięciu przemianom odczuwam spokój. Gotując koncentruję się, poświęcam uwagę i serce każdemu składnikowi, który dodaję. Zmieniające się pory roku przypominają mi o konieczności równoważenia innych elementów, o ich konieczności w codziennym życiu. Latem kuchnia jest pełna słodyczy owocow, lekkich dań z kaszy i młodych, krótko gotowanych warzyw, sięgam też po chłodzące przepisy na napoje. Gdy nastaje jesień dania i napoje robią się cieplejsze, ostrzejsze, cięższe w smaku, a ja zamykam się na swiat i wędruję do swojego wnętrza. Zimą się wyciszam, medytuję i … jem słone śledzie i ryby. Wiosną odczuwam nieodpartą pokusę na kwaśne cytryny, oczyszczam wątrobę, odradza się moja aktywność i kreatywność jak w budzącym się do życia drzewie.. Tak czuje moje ciało, a ja za nim podążam. Na tyle na ile pozwalaja mi meandry codziennych obowiązków rzecz jasna, niemniej – mam wytyczony kierunek i drogę, którą idę od kilku lat, a z każdym jej krokiem czuję się coraz lepiej.

Więc i Was zachęcam do eksperymentów w kuchni i próbowania nowych ścieżek i dróg. Kulinarno-filozoficznych.

Jagoda

Zostaw komentarz