fbpx

Trochę filozofii, czyli fizyka kwantowa na talerzu

Czytam. Z zapartym tchem, nie mogę się opanować i opamiętać. Głowa mi pęka, z uszu leci dym, wyobraźnia została postawiona w najwyższy stan gotowości.

“Pole” Lynne McTaggart.

I niby nie ma w tym nic dziwnego, książka jak książka, może tylko trochę dziwniejszymi wynikami badań się zajmuje. I takimi, które wielu tradycyjnych, konserwatywnych naukowców odrzuca jako zbyt dziwne, lub zwyczajnie niemożliwe do przyjęcia.

Trochę czary-mary dziś będzie, ale cóż tytuł wpisu filozofia zachęca mnie do puszczenia wyobraźni w siną dal. Zgodnie z przedstawianymi w książce teoriami człowiek, rośliny, zwierzęta i wszystko co nas otacza jest jednym, jest energią, jest połączona. Mamy też  jeszcze nasze wewnętrzne światłowody, światło, “zjadanie” i “oddawanie” fotonów oraz świadomość zlokalizowaną wszędzie i nigdzie. Globalną wioskę w trochę innym, metafizycznym znaczeniu. Fantastyka, rzec można. Faktycznie czytając tę książkę, opartą na wyselekcjonowanym materiale naukowym, oczy przecierałam ze zdumienia… Jogini i inni “oświeceni” pewnie nie byliby zbyt zdziwieni takim podejściem do tematu. Oni bowiem więcej czują niż rozumieją. Czują, czują, czują.

Jak to wszystko ma się do talerza i do jedzenia? Że czasami lubię sobie pofilozofować, zatem na potrzebę dzisiejszego o wpisu zakładam: ano ma się. Jeśli jesteśmy stworzeni z jakiejś określonej energii o konkretnych cechach, to również właśnie takie jedzenie powinniśmy wybierać – podobne nam, niezaburzające naszych naturalnych procesów. Jaka to będzie żywność? Oczywiście naturalna, świeża, uprawiana bądź hodowana w normalnych, jak najbliższych naturze warunkach. Wyczuwajmy te produkty. Może między wu, wu a wu nie ma zbyt wiele miejsca na zmysły działające w realnym świecie ale spróbujmy: jak pachną prawdziwe pomidory lub chleb? Jak smakuje zerwane z drzewa jabłko, bądź śliwka. Spróbujmy dowiedzieć się (a szczęśliwcy przypomnieć) jaką konsystencję i wygląd ma mleko prosto od krowy?

To wszystko jest najbliższe naszej naturze. To te rzeczy powinniśmy wyczuwać jako nam bliskie i dobre dla nas, nie te zamknięte w słoik, puszkę z datą 2015 na wieczku. Można wyczuć naturę. Tam, gdzie jest jej więcej czujemy się lepiej. Nie jesteśmy bowiem zbudowani, jak nasze miasta – z betonu i pieniędzy, te rzeczy nie dają nam pełni życia.

Badacze dowiedli, że jajka od kur z ferm mają gorszą energię od tych wolnobiegających i szczęśliwych… czy jestem zdziwiona? Nie, ani trochę. Odsyłam do książki lub badań Fritza-Alberta Poppa.

Polecam zaczytanie się w “Pole” w wolnej chwili. Nawet zamiast filmu Spielberga. Warto.

Jagoda

Zostaw komentarz