fbpx

Świństwo? Cz. 2

świństwoZgodnie z danymi GUS i IERiGŻ: niepodzielną królową jest świnia (blisko połowa, czyli 40 kg., spożywanego mięsa to wieprzki). Na drugim miejscu plasują się kurczaki (ok 25 kg.), później daleko w tyle wołowina (spadek do 3 kg. w 2010r. z 17 kg. w latach 80). A teraz uwaga. Ile? 75 kilogramów rocznie na osobę! To daje nieco ponad 200 gramów dziennie! Podrobów, czyli tego, co tak naprawdę jest najbardziej wartościowe biologicznie (witaminy, minerały itp.) jest w tym zestawieniu raptem ok 5 kg. na osobę.

Zastanówcie się jak to jest u Was. Jeśli jecie wędliny załóżcie, że mięsa średnio będzie w nich ok 70%. Pomnóżcie sobie przez liczbę osób w domu, ilość spożytych kilogramów i załóżcie średnią cenę 17 zł/kg. Ile wychodzi? Dużo, prawda?

Ciekawe jest też to, jak bardzo wszyscy kurczowo trzymają się wędlin. W obliczu najnowszej afery (link) tym bardziej warto usiąść na chwilę i się zastanowić co my w ogóle wrzucamy na te kanapki? Jaka jest prawda i ile trującej soli się najedliśmy przez ostatnie lata – nikt tego nie wie i pewnie się nie dowie, ja jednak wolę zapobiegać niż leczyć i wędlin unikać. Przyznać trzeba jednak, że powyższy artykuł zawiera swego rodzaju nieścisłość – KAŻDA sól służąca do wyrobu wędlin jest potencjalnie rakotwórcza, ponieważ zawiera azotany. Sól odpadowa nie różni się tym od soli służącej do peklowania mięsa, bo to właśnie azotany nadają piękny, różowy kolor wędlinom. Związek ten pod wpływem kwasu solnego z naszych żołądków przechodzi w azotyny i dalej w rakotwórcze nitrozoaminy. Oczywiście wędliny nie są jedynym źródłem azotanów (oraz szkodliwej soli z afery), nie mniej w silnie nastrzykiwanych, chętnie jedzonych szynkach jest ich sporo. A przypomnę tylko, że nowotwory jelita grubego powoli pną się w górę na liście najczęściej występujących nowotworów i, niestety, coraz więcej osób umiera z tego powodu. Istnieje pewna sztuczka na azotyny: witamina C w dużych dawkach je neutralizuje zapobiegając powstawaniu nitrozoamin, zatem warto od czasu do czasu po posiłku sięgnąć po jej rozpuszczalną formę. A skoro mowa o wędlinach, trzeba również wspomnieć o wędliniarskich fioletowych, skrzących się fosforanach, które upośledzają wchłanianie wapnia i w efekcie mogą osłabiać kości… Jak dla mnie – nie warto…

Zatem wędliny to jak dla mnie świństwo. Zdaję sobie sprawę, że niezwykle trudno wyeliminować je z diety (zwłaszcza jesli pod dachem mamy dzieci), często również brak ku temu chęci. Wciąż ufamy wyrobom garmażeryjnym licząc na to, że gdyby jakiś związek był dla nas niebezpieczny nie znalazłby się w produktach żywnościowych…

Bo jeśli nie jeść wędlin, to co innego pozostaje na kanapki? Sięgnijmy od czasu do czasu po biały ser (ale prawdziwy, dobry – to dopiero nasza duma narodowa!), pieczmy mięso na kanapki, jedzmy miód, możemy przygotowywać wegetariańskie pasztety, pasty z warzyw, nasion, a przede wszystkim warto spróbować podpytać się znajomych, właścicieli małych mięsnych delikatesów czy nie mają czasem możliwości wykonywania tradycyjnych kiełbas i szynek, lub znają kogoś, kto je robi – takie wędliny można kupować i się cieszyć dobrym smakiem.

Jagoda

Zostaw komentarz