fbpx

Świństwo? Cz. 1

Za każdym razem, gdy przychodzi niedziela, a moi sąsiedzi znęcają się młotkiem nad kotletem myślę sobie, że Polska wieprzowiną stoi. Z tym zresztą zgodzi się chyba każdy. Schabowy jest wbity w naszą kulturę tak silnie, jak mocno rozbijamy go co weekend w naszych kuchniach czyniąc z niego niemalże przezroczysty wiórek. Bawi mnie to nieco, ponieważ uważam, że mamy wspaniałą tradycję kulinarną, nieprawdopodobnie ciekawe produkty spożywcze sięgające daleko poza kotlet, panierkę z bułki tartej, jajko i olej do smażenia (lub co gorsza margarynę).

Temat świni i mięsa w ogóle jest w sumie dość trudny, zwłaszcza dla mięsożerców, którzy zasłaniają się przed wegetarianizmem stwierdzeniami, że człowiek zszedł z drzewa, bo zaczął jeść mięso itd. Nie, ja nie jestem wege, ale jak patrzę w jaki sposób je i przygotowuje się mięso, jak produkowane są wędliny i wreszcie jak marne mamy spożycie podrobów – to mam ochotę w ramach jednoosobowego protestu wyrzucić mięso ze swojej kuchni. Co prawda u mnie w domu je się go tyle co kot napłakał, ale i tyle może kiedyś tę resztkę wykurzę.

Bowiem ja jestem za jedzeniem mięsa, ale: pochodzącego z ryb, jagnięciny i baraniny, cielęciny, dziczyzny, drobiu (kaczki, gęsi i indyka) oraz podrobów właśnie (płucka, serca, żołądki, wątróbki, itd…). Popieram także mięsa bogate w kolagen i inne białka stawów (a zatem łapki drobiowe, kacze i indycze szyje itd.). Jeśli nie lubicie podrobów to chociaż gotujcie na nich pożywne zupy i wywary, które, wierzcie, nabywają zupełnie nowego charakteru pod wpływem tych ciekawych dodatków.

Ja mięso gotuję, piekę, obrabiam w niskich temperaturach (70 stopniach), ale przede wszystkim nie jem go codziennie. Wieprzowiny nie jadam w ogóle. Gdybyśmy jedli połowę, albo chociaż 2/3 tej ilości mięsa, którą spożywamy w zupełności by nam to wystarczyło. Wszak jesteśmy na wysokiej, 12 pozycji światowej listy mięsożerców. Warto też wspomnieć, że mięso nie należy do najbardziej lekkostrawnych produktów, z wieprzowiną na szczycie listy. Naszym wątrobom i żołądkom przydałyby się wakacje od mięsa. Zatem odrobina mięsa do sałatki, kotlety z baraniny/jagnięciny, pieczeń drobiowa, lub trochę dobrej wędliny do śniadania lub kolacji. Dwa – trzy razy w tygodniu.

Istotnym faktem jest też to, że przecież jeszcze w nie tak zamierzchłych czasach, bo raptem kilkadziesiąt lat temu gdy w rodzinie zabijało się świnię lub krowę jedzenia było na miesiąc i jedzono wszystko – krew, narządy, na głowach gotowało się zupy, słoninę wędzono, wykonywano kiełbasy i szynki, które tygodniami mogły wisieć w pętach na strychu. Jeśli ktoś zatem mówi, że tak, powinniśmy jeść mięso – niech wzoruje się na naszej tradycji i je wszystko co zwierzę ma do zaoferowania. Bo kupowanie piersi z kury, karczku wieprzowego, nóżek i skrzydełek to… jedzenie piersi, karczków, nóżek i skrzydełek, nic więcej.

Szczęśliwie mięso w Polsce wciąż jest dobre i można znaleźć naprawdę wyszukane kąski na rynkowych straganach…

Zachęcam do poszukiwań

Jagoda

Zostaw komentarz