fbpx

Recykling talerza, czyli Ekonomia Gastronomia

recycling-jedzeniaWyrzucanie jedzenia jest jedną z najbardziej wkurzających czynności. Nie znoszę gdy żywność się starzeje, nie rozumiem ton jedzenia lądujących każdego jednego dnia na śmietniku. W domu, w gastronomii, gdziekolwiek. Unikam marnotrawienia produktów w każdy z możliwych sposobów traktując je jak groźną zarazę, która niestety panoszy się wśród zachodnich społeczeństw. Recyklingowe gotowanie mi się zdarza, bo często w lodówce jest coś, co trzeba zjeść szybko, aby się nie zmarnowało.

Statystyki w tym temacie są bezlitosne. Natknęłam się nawet na artykuł twierdzący, że wyrzucamy więcej jedzenia niż jest potrzebne do wyżywienia wszystkich głodujących na całym świecie. Oczywiście przemysłu kierującego się datami do spożycia, prawem i różnymi, nieraz dziwnymi zasadami nie da się ominąć, ale w domu można zrobić wiele, aby w koszu lądowało jak najmniej.

krem z ziemniaków z pesto z mięty i melisy

Zatem czas na przepis na posiłek z recyklingu: krem z wczorajszych ziemniaków.

Do swojej zupy wykorzystałam około 600 gramów ziemniaków z dnia poprzedniego oraz bulion z kaczych i gęsich podrobów oraz całej listy warzyw znalezionych w lodówce (standardowa włoszczyzna, a dodatkowo papryka, czosnek oraz zioła: lubczyk, cząber, ziele angielskie, liść laurowy, kminek, sól i pieprz kolorowy).

Przyznam szczerze, że ja te nieco odstane i wyschnięte ziemniaki bardzo lubię. Nie wiem co jest w nich takiego, że to właśnie kolejnego dnia nabywają zupełnie innego smaku, struktury i aromatu. Ponieważ w trakcie podsmażania ziemniaków walory te stają się odczuwalne jeszcze bardziej  – pracę rozpoczęłam od ich przyrumienienia wraz z gałązkami rozmarynu na maśle klarowanym. Tak przygotowane kartofle włożyłam do blendera i zalałam niewielką na początku ilością bulionu (po to, aby krem nie zrobił się od razu zbyt rzadki). Następnie stopniowo zwiększałam ilość bulionu, aż do otrzymania aksamitnej, stosunkowo gęstej konsystencji.  Aby podkreślić smak uzyskany w trakcie smażenia ziemniaków do gorącego kremu dodałam jeszcze trochę posiekanych listków rozmarynu, a następnie pozwoliłam sobie na podwójne szaleństwo, aby urozmaicić prosty w gruncie rzeczy smak zupy.

W pierwszym przypadku przygotowałam “pesto” złożone z oleju z siemienia lnianego, mięty oraz odrobiny melisy. Smak był hmm……. 🙂 Mięta w tym wydaniu doskonale się wkomponowała i nadała zupie lekkości, a olej z siemienia lnianego – głębi. W drugim przypadku – pokrojony drobno seler naciowy uczynił danie lekkim i chrupiącym, a por – ostrzejszym. W efekcie na talerzu zrobiło się przyjemnie i szarmancko 🙂 Zachęcam gorąco do własnych eksperymentów i poszerzania swojej kuchennej wyobraźni. Myślę, że zestawienie na słodko – bez rozmarynu, a za to z miodem i marchewką – mogłoby również smakować rewelacyjnie.

krem z ziemniaków z porem i selerem naciowym

Ot i tyle z recyklingowego gotowania. Oczywiście najfajniej jest unikać dylematu “wyrzucić, czy coś wyczarować”, ale nie jest to łatwe.  Oto kilka moich sztuczek:

1. Zakupy planuję praktycznie zawsze i robię je od razu na dwa lub trzy dni. No, są małe wyjątki: wypady po mleko bywają nieprzewidywalne 😉 Poza tym – nie robię zakupów “na głodniaka”, bo wtedy zawsze  w moim koszyku ląduje o wiele więcej niż potrzebuję. Wybieram oczywiście produkty z jak najdłuższą datą.

2. Co się da traktuję chłodem – owoce i warzywa trzymam w lodówce w oddzielnej szufladzie, a pieczywo mrożę. Podobnie mięso – kupuję na zapas, dzielę na gotowe porcje i trzymam w zamrażarce. Owoce, które czasy świetności mają za sobą przerabiam na szybkie konfitury do równie szybkich naleśników.

3. Aby nie psuły się wędliny mam tylko jedną radę, która pewnie się wielu nie spodoba… nie kupować, lub kupować tylko wiejskie i suszone. Nie ma siły – współczesne nam wędliny nie są przedstawicielami zdrowej żywności najwyższej jakości (ze względu chociażby na fosforany, azotany, dużą ilość soli i konserwantów) a do tego psują się bardzo szybko. Ja podziękowałam im pięknie dawno temu i mam się dobrze.

4. Niezjedzonymi resztkami dokarmiam ptaki, lub zwierzęta domowe.

5. Wreszcie zanim wyrzucę – wącham, oglądam i oceniam okiem naukowca czy aby na pewno produkt jest już niejadalny, bo niestety data przydatności do spożycia niekiedy nie jest wiarygodnym czynnikiem.

Więcej porad Ekonomii Gastronomii znajdziesz tu – czyli na stronie www.ekonomiagastronomia.nk.com.pl

I na koniec ciekawostka. Pewien znany mi jegomość w ramach swojej pracy magisterskiej wykonywał badania polegające, ni mniej ni więcej, jak na grzebaniu w śmieciach. Oczywiście przyświecał mu cel szczytny – chciał sprawdzić czy deklaracje ludzi odnośnie kupowanych i wyrzucanych rzeczy są zgodne z zawartością ich śmietników. Przykre było to, że jednym z czołowych produktów, po którym opakowania odnalazł były… papierosy… Przekonał się również, że ankietowani lubią zmyślać, a jak na ironię, warzyw i owoców (nie licząc obierków) w śmieciach nie znalazł wcale. Wszyscy wszystko ekonomicznie gastronomicznie zjedli… ? 

Jagoda

 

 

Zostaw komentarz