fbpx

Parapasztety

Słowo o tym jak jest: mięso ma swoich zagorzałych wielbicieli i obrońców, po drugiej zaś stronie są zażarci niemięsożercy. Ja, jakoś tak wyszło, że chyba uplasowałam się po środku z białą flagą, bo tam gdzie jest jedzenie, nie przystoi walka, a filozofia. Chyba. Fakt faktem, gdzieś tam w środku marzy mi się nie jeść mięsa, bo to uważam za szlachetne, eko, proplaneckie i tak dalej. Co jednak ważniejsze – jak nie jadam mięsa prawie wcale – czuje się po prostu o wiele lepiej. Jestem szczuplejsza, skóra lepiej wygląda, lżej mi się wstaje, dieta siłą rzeczy jest bogatsza, bo trzeba wymyślać różniaste różności niemięsne, a do tego w sumie jestem bogatsza bo mięso jest po prostu droższe niż niemięso.

(Nie)stety jednak tak się zdarzyło, że dzieć mój niewielki bez przysłowiowej krowy jakoś nie chce żyć. I szanuję to, bo bardzo mocno wierzę w  to, że nieskalanemu nieczystościami tego świata organizmowi intuicja dobrze podpowiada co jest potrzebne a co nie, a szanowanie apetytu dziecka skutkuje tym, że z jedzeniem problemów po prostu nie znam. Sama miewam przebłyski tej intuicji, a o słuszności moich poczynań jakoś przekonuje mnie fakt, że mam bardzo sezonowe upodobania kulinarne. Przyznam też z zresztą, że ciąża zupełnie zrujnowała me wegetariańskie plany, bo po prostu tuż po porodzie odwidziały mi się owoce i warzywa, a zaczęłam jeść minimum 300 g mięsa dziennie… tak mi się potrzebowało… no ale mniejsza z tym.

Wracając jednak do tytułu: obrońcy mięsa bardzo często, i to bardzo burzą się jak słyszą: kotlet sojowy, pasztet z soczewicy, mleko zbożowe, pieczenie kalafiorowe itd itp. Bo wszak te wszystkie nazwy odnoszą się do mięs bezpośrednio, więc jaki parapasztet nawet bez jajka może udawać pyszny, soczysty, babciny pasztecik…? Z drugiej strony wegetarianie i weganie nazywają potrawy nazwami niekoniecznie zarezerwowanymi dla dań mięsnych, bo niby czemu nie?  Co prawda francuskie pâté nierozerwalnie związane jest z siekaniem, mieleniem i doprawianiem kolejnych rodzajów mięs właśnie, ale w jakiej sytuacji zostawia to rosnącą liczbę niemięsożerców i aspirujących (jak ja) aby się nimi stać? Patrząc w drugą stronę, czy również francuskie ratatouille powinno być zarezerwowane tylko dla wegetarian z racji swojej warzywności?

Więc będąc poprawną napiszę, i rozwiążę zagadkę: zrobiłam parapasztet. Drugi w swoim życiu z parapasztetów i pasztetów w ogóle. Przepis zasięgnęłam z inspirującej jadlonomii, Postanowiłam, że skoro mój pierwszy parapasztet to była totalna samowolka i niestety klęska – tym razem zastosuję się do przepisu. No, prawie, bo nie miałam tyle białej fasoli i zmieszałam ją z czerwoną, a dodatkowo ugotowałam ją z solą, kminkiem i goździkami, bo tę część przepisu realizowałam zanim jeszcze go znalazłam :). Po zmieszaniu całej masy i spróbowaniu uznałam, że brakuje mi słoności (sos sojowy), słodyczy (więc dałam 4 namoczone figi i 3 daktyle). Uznałam, że cała masa jest jakaś za rzadka (aczkolwiek prawdopodobnie z powodu zbyt dużej ilości cebuli i oleju do smażenia, którego miało być dużo) więc dodałam jeszcze trochę (syyyp!) mąki owsianej i dwa jajka.  Wlałam masę do dwóch keksówek i hyc, do pieca. Tak, miałam robić zgodnie z wytycznymi… Miałam tego wieczora tylko jedno zmartwienie: albo mi nie wyjdzie (trzeba było trzymać się przepisu!!), albo mi wyjdzie (jak ja to powtórzę??). Czekałam grzecznie do wystudzenia, czyli do następnego dnia.

To co mi wyszło…

Mniam :). Mniam powiedział mąż i ja. Dziecko pluje dalej niż widzi (a niech Cię moja ty mięsożerna bestio!), a kot omija jakby parapasztet nie istniał. Będę dalej próbować, bo już wiem, że parapasztety zagoszczą w moim domu. I Was zachęcam, nawet jeśli jesteście taaaacy mięsni. Moja babcia robi najcudowniejszy mięsny pasztet na świecie i sama najchętniej bym tylko taki jadła. Ale, ku chwale naszej planety, ideałom i urozmaicaniu kuchni od dziś mój pasztet będzie też wege.

Jagoda

Zostaw komentarz