fbpx

Pan Chlebuś…

zboże chlebPolski Chleb. Tu przewrotnie pisany z wielkiej litery, bo czyż nie jest on jednym z ważniejszych symboli w naszej narodowej kulturze? Młodych wita się na nowej drodze życia chlebem i solą, starsi mają w zwyczaju nie marnować ani kawałeczka mając w pamięci biedę i wojnę. Ja sama wracając z zagranicznych wojaży pędzę do sklepu po prawdziwy wiejski bochenek.. Im ciemniejszy, bardziej mokry, cięższy tym lepszy. A jak jeszcze ze środka wypadają  pestki i nasiona…..

Chleb to dla większości z nas produkt bardzo podstawowy. Mimo swojej wielowiekowej historii również i on znalazł się celowniku, zgrabnie określonych w artykule (link) “krzyżowców żywieniowych”, którzy chcieli znaleźć dziurę w chlebie i udowodnić mu powszechną szkodliwość…  Jak to zwykle bywa całe to zamieszanie odbiło się na jego opinii i wśród nas jest coraz więcej chlebowych przeciwników, wrogów glutenu oraz osób skłonnych przypisać chlebowi nawet raka, cukrzycę i… przestępczość. Ciekawe jest także to, w jaki sposób zabobony przekonały w ubiegłym wieku całe społeczeństwa, że ciemny chleb jest synonimem biedoty i brudu? Nie chciałabym wyjść na pesymistkę, ale czy czasem obecnie również nie podążamy za głosem samozwańczych żywieniowych guru, którzy zmieniają co trochę w naszych głowach pojęcie tego, co jest szkodliwe lub odchudzające?

A zatem czy chleb jest zły? Powiedziałabym, że i tak i nie. większość z nas w swojej diecie umieszcza pieczywo naprawdę wysoko. Jemy je codziennie, kilka razy dziennie, a to, moim zdaniem po prostu za dużo – jedzmy zatem chleb na przykład na śniadanie, zastępując go później płatkami owsianymi i kaszami. Nie, makarony to też nie jest specjalnie lepsza rzecz.  Z jasnego, drożdżowego pieczywa zrezygnowałabym w ogóle, a poprzestałabym na niewielkiej dziennej dawce ciemnego, żytniego razowca.  Bo w nadmiarze WSZYSTKO szkodzi, a prawda jest taka, że to właśnie totalny brak umiaru ludzi w jedzeniu jest przyczyną bardzo wielu chorób. Niestety, jeśli chodzi o mięso i węglowodany Polacy naprawdę przesadzają.

Jakby tego było mało jakość chleba w ciągu ostatnich 10 lat poszybowała w dół doganiając w wielu wypadkach zachodnie pieczywo tostowe. Sprzedawane w plastikach równe kromeczki, które należy zjadać z apetytem dość szybko, bo inaczej pokrywają się różnokolorowym nalotem. Odstraszają nas także  coraz to dłuższe listy dziwnych, niepotrzebnych dodatków (w tym “E”), które służą nie wiadomo komu. Bo przecież chleb to sól, woda, mąka i dobry zakwas, a nie E-tysiąc i E-milion.

Czy zatem dziwi mnie artykuł opisujący naszą rosnącą niechęć do chleba? Nie, ani trochę. Ja sama w ciągu 3 lat zredukowałam ilość jedzonych dziennie kromek do jednej lub dwóch. Zamiast pieczywa rano-owsianka, a na kolację owoce, gotowane warzywa, lekka sałatka bądź zupa. Gdyby chleb był tak dobry i niedrogi jak jeszcze 10 lat temu być może trudno byłoby mi się opanować przed pajdą żytniego chleba z masłem. A tak – jest mi dość łatwo. Po swój ulubiony żytni razowiec jeżdżę do piekarni od czasu do czasu i trzymam zamrożony. Podsumowując, ani cena, ani skład nie jest zbyt zachęcający, a jak jeszcze dodać powszechną chlebo-nagonkę…

Ja obserwując siebie wiem, że zbyt duża ilość węglowodanów w diecie mi nie służy. Czuję się po prostu zapchana. I myślę, że to właśnie samoobserwacja powinna być dla nas wskazówką czy pieczywo jeść czy nie i w jakich ilościach. Naprawdę słuchajmy sami siebie, bo zapewne bezglutenowcy mają po części rację, podobnie jak i miłośnicy pieczywa, a nawet Ci, którzy wszelkie węglowodany uważają za przyczynę chorób takich jak nowotwory czy cukrzyca – tak, zgodnie z licznymi badaniami naukowymi nawet oni mogą mieć rację. A od tych sprzecznych informacji może nas co najwyżej rozboleć głowa…Wiadomo również, że gdyby nie odpowiednia ilość cukrów pochodzących wszakże z węglowodanów nie napisałabym tego tekstu, bo mój mózg, żądający glukozy wyłączyłby się w mgnieniu oka :). Dlatego też do umiarkowanego kontaktu z Panem Chlebusiem zachęcam raz jeszcze.

Jagoda

Zostaw komentarz