fbpx

Moja wiosenna zupa mocy (TCM)

Bulion, rosół, wywar, słona woda. Nazw pewnie jeszcze kilka by się znalazło dla tego, bez czego chyba żadna kuchnia nie funkcjonuje. Wolnogotowana woda ze składnikami warzywnymi i/lub mięsnymi oraz przyprawami.

Jestem zupocholikiem. Mama mnie na zupkach wychowała, takich na gęsto mniam. Życia sobie bez nich nie wyobrażam. Zupa mocy, moja cotygodniowa podstawa żywienia całej rodziny, gości w mojej kuchni w dwóch wariantach:

1. Klasycznym, zimowym, gotowanym wiele, wiele godzin (najdłużej robi  się wywar kolagenu, wtedy też jeden palnik jest zajęty przez pięć dni :)). W zimowym wariancie dominuje smak słodki (mięsny), marchewek, pietruszki jest sporo imbiru, czosnku, pieczonej cebuli, obowiązkowo sporo lubczyku, pieprzu. Z mięs zimą dodaję: cielęcinę, gęstą, kleistą; czasem wołowinę, gęś, kaczkę lub indyka.  To jest naprawdę taka zupa, że na nogi postawi trupa 🙂

 

2. Lżejszym – letnim – zielonym, ziołowym, łączącym więcej smaku ognia (świeże zioła – estragon, lubczyk, tymianek), z którego najchętniej gotuję lekkie zupy warzywne, botwiny, pomidorówy i ogórówy… Z mięs dodaję ekologiczne kurczaki lub królika. Raz to, raz tamto, czasem nic – jak bulion ma służyć jako baza do sosów lub risotto. Czasem dodaję  też chłodząco białe wino.  Dodane liście selera, natka pietruszki, a czasem i marchewki dają wiosennego posmaku i zielonego kolorku mojemu wywarowi.

To co łączy oba wywary to znacząca ilość przypraw, zwłaszcza: lubczyku (wiosną i latem świeżego,) kurkumy  i nasion kozieradki. To właśnie moc ziół i przypraw sprawia, że zdrowotnie zupa jest nieoceniona. Działa leczniczo na jelita (dzięki kolagenowi z mięsa), jest dobrze przyswajalna (to przewaga nad dietą opartą na surowych warzywach i owocach), dostarcza mnóstwa mikroskładników dzięki dużej różnorodności w wielkim garze. W wielkim, to klucz. Zupa musi mieć sobie gdzie pracować…

I tak, zupę mocy gotuję z mięsem. Chudym, ale jednak. Jest coś takiego, że równoważy, ogrzewa. Rozgotowane mięso oddaje to co trzeba do wywaru (rozpuszczalne, łatwo przyswajalne białko, kolagen), najczęściej samego mięsa nie jadamy a tłuszczu zwierzęcego właściwie w zupie nie ma – dodaję olej lniany już na talerzach.

Dużo zielonego? To musi być wiosna.
Wywar zupa mocy bulion

No dobrze, to czas na przepis:

Zupę należy gotować zgodnie z zachowaniem kolejności, mieszając pomiędzy dodawaniem kolejnych składników:
1. Do zimnej wody dodaj: natkę pietruszki, koper, całego pomidora lub łyżkę jabłkowego octu. Jeśli wywar ma być na ekologicznym kurczaku –  teraz jest czas, aby włożyć go do zupy. Całość zamieszaj
2. Dodaj 1 łyżkę kurkumy, 2 łyżki nasion kozieradki, jeśli masz świeży lubczyk – to lubczyk, estragon świeży, rozmaryn świeży, zagotuj całość. Dodaj kawałek białej kapusty (nie za duży). Zamieszaj.
3. Dodaj: marchew (ok 1 kg), pietruszkę – korzeń (ok 0,5 kg), upieczone 2-3 cebule. Jeśli chcesz dodać cielęcinę lub wołowinę – teraz jest na to czas. Zamieszaj wywar.
4. Dodaj: całego średniego selera w kawałkach (jeśli był z liśćmi to razem z liśćmi), 1-2 pory (jak duży to jeden), pół główki czosnku, 3 łyżki lubczyku suszonego, łyżkę kminku, kilka liści laurowych, łyżeczkę ziela angielskiego, łyżkę ziaren pieprzu, mały kawałaczek korzenia imbiru. Jeśli nie było dodane mięso cielęce lub wołowe możesz teraz dodać teraz królika lub indyka. Zamieszaj
5. Dodaj łyżkę soli kłodawskiej (proszę kupować i używać tylko soli kamiennej kłodawskiej lub himalajskiej). Zamieszaj. Jeśli jest za mało wody – dodaj zimnej wody (do pokrycia wszystkich składników).
6. Dodaj ponownie trochę natki pietruszki.

Wybrane składniki możesz  pominąć, jeśli cierpisz na alergie, lub ich po prostu nie lubisz 🙂 Ważne, żeby w każdym punkcie był co najmniej jeden składnik.

A potem pozostaje tylko…. Gotować, gotować, gotować na malutkim ogniu (nawet żeby nie bulgotało, po prostu  woda ma opływać wszystkie składniki). Warzyw powinno być ok 3x więcej wagowo niż mięsa. Ja zazwyczaj używam ok 0,5 kg mięsa na wywar i 2-3 kg warzyw. Wlewam ok 5 litrów wody, choć to zależy  od tego ile mi się czego włoży.

I na koniec przechowywanie: zgodnie z TCM nie mrozi się. Mrożenie zabija energię. Ponieważ jednak zupy tej nie gotuję codziennie, no, nie da rady! – przechowuję ją w słoikach. Świeży bulion jeszcze gorący wlewam do słoików zamykam, a gdy wystyggnie wkładam do lodówki. Energia co prawda też ucieka, bo co to najświeższe jest najlepsze. Życie jednak, wypełnione pracą, rodziną i innymi sprawami – akceptuje takie rozwiązanie :).

Smacznego, niech zupa mocy będzie z Wami 🙂

Jagoda

Zostaw komentarz