fbpx

GMO… że niby co???

GMO. Co to jest, z czym to się je oprócz tego, że z kukurydzą i soją i w ogóle dlaczego?

Zacznę inaczej: Kiedy Alexander Fleming wynalazł pierwszy antybiotyk, oprócz rzeszy fanów pojawiły się również głosy o potencjalnych niebezpieczeństwach z tym związanych. Oczywiście, któż by tego słuchał w obliczu szalejących zakażeń bakteryjnych. I słusznie, bez tego odkrycia i wielu kolejnych w dziedzinie antybiotykoterapii i wakcynologii – nie było by wielu z nas. Dla planety może to byłoby lepsze… ale jak ma się to do GMO?

Otóż opracowanie organizmów modyfikowanych genetycznie budzi podobny lęk  przed nieznanym. Może i słusznie, gdyż patrząc na antybiotyki widać wyraźnie, że obawy nie były nieuzasadnione i wielkimi problemami są dziś powszechna odporność na antybiotyki oraz zanieczyszczenie środowiska tymi związkami. Tymczasem niestety niewiele osób posiada wiedzę czym tak naprawdę jest GMO i jakie potencjalne ryzyko się z tym wiąże. Zacznę zatem naukowo, od definicji. GMO czyli organizm modyfikowany genetycznie jest to taki organizm, który posiada dodatkowy gen lub geny kodujące białka niewystępujące naturalnie w danym organizmie (choć nie zawsze, mogą być też inne substancje np. witaminy, modyfikacje mogą też dotyczyć blokowania wytwarzania różnych białek itp.). Pierwszy w sprzedaży był pomidor FlavrSavr, który do obrotu dopuszczono w USA w 1994 roku. Pomidory te cechowały się wolniejszym mięknięciem i dojrzewaniem. Popularnym przykładem jest też złoty ryż zawierający znacznie więcej beta-karotenu niż odmiany dzikie. Beta-karoten przekształca się w organizmie w witaminę A i miał to być lek na niedobór tej witaminy na całym świecie. Czy nim się stał – zdania są podzielone, nie mniej jednak ten temat zostawiam, ponieważ nie chcę stawiać kropki nad i. Każdy z nas ma swoje “i” i sam wie najlepiej co sądzi o GMO.

Białko z rośliny GMO dostając się do organizmu ulega strawieniu dokładnie takiemu samemu jak i każde inne białko, rozpada się na aminokwasy i jest wchłaniane. Materiał genetyczny ulega zniszczeniu na skutek kwaśnego środowiska i enzymów trawiennych, a zatem nasz organizm pozostaje bezpieczny. Tyle teorii. A jak jest na prawdę?

Tego właśnie nikt nie wie, z bardzo prostego powodu. Skutki działania żywności GMO będzie widać pewnie dopiero za kilkadziesiąt lat (podobnie jak to było z antybiotykami). Jedyne co można stwierdzić już dziś i na pewno to to, że niezaprzeczalnie GMO rozprzestrzenia się wszędzie i bez możliwości ścisłej kontroli (jak zakładano), gdyż białka modyfikowane genetycznie są wykrywane nawet w miodzie przyjeżdżającym z krajów, gzie GMO się (w teorii) nie uprawia.

Oczywiście zastosowanie GMO jest o wiele szersze. Witaminy (nawet te w żywności dla dzieci), enzymy stosowane w przemyśle spożywczym, pasze dla zwierząt (a zatem i karmione nimi zwierzęta) – wszystkie te produkty mogą być GMO skażone i biedny ten konsument, który za wszelką cenę próbuje tego uniknąć. Pozostaje permanenta głodówka.

Jest jeszcze temat ustawodawstwa i wiedzy tych, którzy o tym decydują (czyli polityków). Powiedziałabym, że poziom ten jest żenujący. Tu właśnie wielu ciekawych rzeczy dowiedziałam się na warsztatach “Ukryte GMO”, które odbyły się w trakcie targów Natura Food w Łodzi. Sądzę, że nie znajdzie się ani jedna osoba, która wprost potrafiłaby powiedzieć, czy GMO jest w Polsce zabronione czy nie i wreszcie – jaki to ma dla nas rzeczywisty skutek. Zapisy ustaw (zarówno unijnych jak i polskich) są skonstruowane przynajmniej nielogicznie i zostawiają wiele wolnych furtek niby-zakazom. Zatem jeżeli ktokolwiek jest przeciwny GMO powinien krzyczeć głośno: żadnych wyjątków, zakaz GMO w Polsce i koniec. Z kolei ten, kto niescpecjalnie jest chętny na GMO, ale też nie popiera radykalnych poglądów niech się nie obawia. Zanieczyszczenie GMO występuje w bardzo wielu produktach, nie da się go uniknąć (chociażby ze względu na ciągi technologiczne zakładów, gdzie występuje produkcja żywności/paszy/dodatków wolnych od GMO jak i je zawierających) i z pewnością na niektóre białka GMO trafimy.

Na sam koniec moja opinia: Nie boję się GMO, ponieważ inaczej zaliczyłabym zaburzenia maniakalne. Nie popieram GMO, ponieważ wolałabym poobserwować jeszcze jakieś 40 lat jak USA i inne kraje eksperymentują na swoich obywatelach. Nie chcę GMO w Polsce, bo mamy swoje wspaniałe rośliny, dobrych rolników i wielowiekowe tradycje rolne.

Jak idę na rynek, kupuję warzywa u Pana Zdzisia, i patrzę, czy niektóre mają robaczki albo dziurki. Takie są najlepsze. Pan Zdzisio nie pryska, nie znęca się nad tymi roślinami, daje im rosnąć tak jak same potrafią. Na szczęście.

Jagoda

Zostaw komentarz